Idealne środowisko pracy programisty.

15 lutego 2010, 23:52:55

16:00: Udało mi się wcześniej wyjść z pracy! Jee! Będę miał czas, żeby sobie popisać parę programików. Zapowiada się wieczór z programowaniem (rarytas! - ostatnio rzadko mam czas na taki programistyczny freestyle).

16:35: Jestem w domu. O - poczta przyszła. Prenumerata CDA i jakieś awizo. Pewnie przyszedł rozrusznik do samochodu. Trzeba odebrać.

17:05: Wreszcie w domu. Rozrusznik odebrany. CDA przewertowane w drodze do domu. Siadam do komputera.

17:10: Jestem głody.

17:15: Włączam eclipse. New java project.

17:17: Wyłączam eclipse. Włączam emacsa. C-x C-f Pr.java. C-u inf C-[]

17:20: Niewygodnie się używa tego emacsa pod windowsem. Przełączam na linuksa

17:28: Trzecia próba uruchomienia linuksa. Zapomniałem, że coś ostatnio zmieniałem z dyskami.

17:50: Dobra. Linuks działa. Jedziemy

18:02: Linux ma coś nie tak z dźwiękiem. Jak włączam media playera to się flashowy dźwięk wyłącza. Wracam na windowsa.

18:12: Włączam emacsa. To może sobie jakąś stronkę napiszę dla wprawy. html->head-> niee.. lepiej zrobić zadanie na project euler.

18:15: W czym to napisać. W ruby? Piszę w ruby.

18:15:30: Piszę w c.

18:16: Nie piszę. Lepiej zobaczę co tam na wykopie.

19:05: O - już 19. Lepiej coś sobie popiszę, zamiast siedzieć na wykopie. Jeszcze tylko sprawdzę pocztę i wejdę na erepę.

20:05: [wychodząc z youtube]. Kurwa. Przełączam się na linuksa. Już 20 a ja jeszcze nic nie napisałem.

20:24: A no tak - znów problemy z dyskiem. Jebać. Wracam do win.

20:25: Albo lepiej! Postawię sobie linuksa pod virtualbox!

21:24: Działa jako tako. Chyba lepiej sobie dopracuję swój .emacs, zamiast się zajmować głupotami.

22:00: Skończyłem czytać emacswiki.

22:05: Jestem głodny znowu. Idę do monopolki.

22:35: Włączam piekarnik. Zaraz zjem gorącą pizzę prosto z rygi.

22:50: Pizza gotowa.

23:10: Można zacząć pisać. Pizza zjedzona

23:15: Spać!

20:25 : Repeat from 17:10 to 23:15 until 00:51 then napiszNotkeNaJogger; return nil

Javaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa

09 stycznia 2010, 21:27:16

Króciutki projekt do napisania. Arytmetyka wielkich liczb. Wszystko pięknie działa, aż zabrałem się na serio za testowanie.

Program wykrzacza sie gdy próbuję mnożyć 2325856165 x 22. Pół godziny później działa. Rzecz jasna błąd dwa pliki dalej i do tego czeski, nienawidzę takich.

Dalsze testy wykazują przepełnioną tablicę przy mnożeniu 8433489349956234549235923458932423948239432908 x 342942394832904829048293489242. Sama radość przy debuggowaniu :)

No i najciekawsze, że połowę kodu mnożenia napisałem 01.01.10 i nie tylko mogę sobie przypomnieć co która część kodu robi, ale nawet siebie piszącego tego dnia :/

Aha - oczywiście najwyraźniej komentowałem ten kod, bo kilka komentarzy jest nawet napisanych, ale najlepszy z nich to: "thisssssssssssssssssss->:-)".

Chyba postanowiłem wtedy sam siebie wkurzyć...

Carol of the Web

06 stycznia 2010, 18:05:01

Po czym poznać, że internet wdarł się już w każdą dziedzinę życia? Ja poznałem po tym:

  • Pierwszy raz od prawie 10 lat nie oglądałem Kevina w święta w telewizji. Po prostu nie chciało mi się jej włączyć.
  • Muzykę na sylwestrze puściłem z radia internetowego.
  • Przepisy na świąteczne żarcie wziąłem z googli
  • Nie wysłałem życzeń (sms/poczta) do nikogo, kto nie był na Facebooku, a mimo to najważniejsze osoby życzenia otrzymały, bo na Fb już są.
  • Fail compilationsy z youtuba były znakomitym podsumowaniem roku, ponieważ doskonale pamiętam, który z faili kiedy miał miejsce i co wtedy akurat robilem.
  • No i najbardziej moim zdaniem znaczące: bardziej niż na prezenty w "realu" czekałem na otworzenie tych na Farmville.

Tak więc po czym poznałem, że internet blablabla? Po tym, że będąc cały czas takim samym nolifem jak zawsze - nagle się okazało, że nie jestem taki znów odosobniony w tym co robię...

LIeeeeSP!!!

28 października 2009, 18:33:43

Nareszcie zaczynam rozumieć ten język! :) Po raz kolejny prawdą okazuje się, że programowanie wchodzi mi do głowy dyskretnie, a nie ciągle. A jak nie chce coś wejść do głowy - odłożyć na pół roku, a potem samo wejdzie :)

(defun znajdz-maksa (X MAKS)
(setq MX MAKS)
(setq N (list-length X))
(if (= N 1) MX
(if (>= MX (second X))
(znajdz-maksa (rest X) MX)
(znajdz-maksa (rest X) (second X)))))

To oczywiście nie jest jakiś trudny kod, ale kurcze! Wyszedł spod moich paluchów! No i notacja polska przestaje być utrudnieniem, a zaczyna mi się nawet podobać.

Do 10 razy sztuka.

18 września 2009, 19:09:54

Po trzech latach walki i dziewięciu nieudanych podejściach w końcu udało mi się zdać najbardziej beznadziejny egzamin w moim życiu. Od dzisiaj jestem kierowcą.

Z tego miejsca chciałbym pozdrowić dwóch z dziesięciu egzaminatorów z którymi miałem przyjemność obcować w tym jednego, który w końcu powiedział mi sakramentalne: "wynik pozytywny". Byli to goście, którzy pokazali mi, że na egzaminie wcale nie trzeba siedzieć sztywno jak dąb, nie bali się do mnie odezwać w innej sprawie niż egzamin i ogólnie dbali o to, żeby atmosfera nie była bardziej stresująca niż to konieczne.

Reszcie przekazuję swoje serdeczne CH*J WAM W D*PĘ!

Wkrótce

18 sierpnia 2009, 21:12:34

Długa prosta droga, dookoła latarnie. Lekki śnieg. Noga na gazie, a w radiu:

Nie mogę się doczekać.

Inne informacje na temat świńskiej grypy... [o których cicho w mediach]

28 kwietnia 2009, 21:40:05

Polecam bardzo rozsądny wpis z forum onetu na temat świńskiej grypy. Pozwolę sobie zacytować kilka kawałków:

  • 80 osób które zmarło .... to zmarło od stycznia .... a nie w przeciągu ostatnich dni..... o tym jakoś nikt nie wspomina.....
  • osoby które zmarły nie były badane czy na pewno zmarły na tego wirusa grypy.... z tych 100 osób są pewni o wirusie u 20 osób... reszta to pewnie podciągnięcia zwykłej grypy lub gruźlicy.
  • w związku z kryzysem firmy te [Glaxo i Roche] miały słabe wyniki finansowe ........ tylko wczoraj ich akcje skoczyły po 5-6 %

Reszta pod: tym adresem

Motyla NOGA!

14 kwietnia 2009, 22:48:32

Kupiłem przezajebiste słuchawki dwa dni temu.

Dzisiaj rzuciłem je na stół po wejściu do domu. Trafiłem nimi prosto do kubka z herbatą.

R.I.P

Klosz

11 kwietnia 2009, 22:37:35

Poszukiwany: Harvester!

12 marca 2009, 23:38:49

Przeglądając stare numery Secret Service wpadła mi w ręce solucja gry Harvester. Przypomniałem sobie jak bardzo byłem kiedyś podjarany czytając po kilka razy ten tekst i wprost marzyłem, żeby móc zagrać w tą grę.

Będąc starszym już zagrałem w większość gier, które kiedyś chciałem mieć, ale Harvester jest jedną z tych, których nigdy nie udało mi się znaleźć. Podejrzewam, że duży udział ma w tym tematyka gry i jej ciężki klimat. Pewnie nawet teraz było by trudno wydać coś równie mrocznego. Co ciekawe - wyrosłem na w miarę normalnego człowieka i nawet karpia nie umiem zabić w święta :)

Jakby ktoś miał jakieś info odnoście tej gierki - jakieś namiary na allegro, sklep, abandonware, cokolwiek to bardzo proszę o info! Plis!!!

Edit:Jakby ktoś miał namiary odnośnie pudełkowej wersji :) będę wdzięczny. Dzięki za pomoc :)

Brawo onet!

02 marca 2009, 12:01:45

Gratuluję. To już druga sonda, która zmusza mnie do myślenia. Mianowicie myślę, że kogoś, kto wymyśla pytania do takich ankiet to nieźle popierdoliło...

Zresztą przedostatnie też jest nie głupie. "Raz w roku" wchodzę. Akurat, żeby zagłosować!

Saga o ludziach lodu - po raz drugi

26 lutego 2009, 20:36:24

Coś dziwnego dzieje się na moim blogu. Nic nie piszę, nikt go nie odwiedza, a jednocześnie jeden wpis przeżywa oblężenie od prawie dwóch lat.

W połowie maja 2007 spłodziłem blogonotkę o tym, że Fakt dodaje do swojej gazety książki z serii "Saga o ludziach lodu". Nie podawałem linka do notki nigdzie, ale najwyraźniej google musiało ją gdzieś zindeksować na dalszych stronach i ludzie wchodzą do dziś i komentują ten wpis.

To chyba jakieś książkowe podziemie się produkuje, bo nie wiem jak inaczej wyjaśnić takie zainteresowanie...

Naukowcy odkryli klucz do długowieczności a ja się pytam - gdzie są drzwi!

25 stycznia 2009, 21:47:15

Za debilne tytuły newsów powinny być jakieś kary...

Link

Odzyskiwanie numeru gg.

23 stycznia 2009, 02:52:55

Pół nocy zajęła mi walka o odzyskanie starego numeru gg (ostatnio używany jakieś trzy lata temu). Najpierw kilka godzin bezowocnego przypominania sobie wszystkich haseł, jakich używałem od 2001 roku. Potem wszystkich maili (dla opcji "Przypomnij hasło"). Przeczesałem moje wszystkie posty w usenecie, na forach. Najgłębsze zakamarki twardziela (mam jeszcze jakieś pliki z Red Hata bodaj z 99 roku). Podostawałem się na eftepy, na których trzymałem swoje strony internetowe z zamierzchłej przeszłości, bo wśród plików html miałem też pochowane jakieś configi z ekg.

W końcu się poddałem. Założyłem nowe konto, ale z ciekawości dodałem swój poprzedni numer do listy kontaktów. No tak! Mój numer ma teraz jakaś lulitka! :-/

Kurwa...

Jeszcze o orkiestrze

12 stycznia 2009, 11:00:57

Ponad trzystu rodziców z dziećmi przyszło do centrum onkologii zwabionych kolorowym magicznym autobusem i balonikami. Przy okazji zrobili dzieciom badania profilaktyczne. Niemal dwadzieścioro dzieci zostało na obserwacje i badania z poważnym podejrzeniem choroby nowotworowej.

Powiem szczerze - niech sobie Owsiak i Maybacha kupi i tak dostanie ode mnie kasę za rok.

30 stopni za oknem!

05 stycznia 2009, 01:28:29

30 stopni na onecie

Gratulację załodze onet.pl mądrze zadanego pytania :) No chyba, że to emigracja :P

Zaczynam wierzyć w teorie spiskowe.

04 stycznia 2009, 20:42:26

Zaczynam wierzyć w teorie spiskowe. Szczególnie w jedną: ktoś przejął kontrolę nad umysłami ludzi na wykopie i wmówił im, że nadchodzi jakiś globalny spisek i wszyscy muszą być w stanie ciągłego zagrożenia. Dodatkowo, jeśli ktoś napisze, że może by dać sobie na razie spokój z debilnymi teoriami spiskowymi zostanie od razu uznany za część wrogich sił i zaminusowany!

Serio - coś jest na rzeczy!

_L_ubią _c_ię _d_ymać...

27 grudnia 2008, 18:07:32

Nie mam siły pisać długiej blogonotki. Napiszę tylko, że chciałem kupić ciekłokrystaliczny telewizor za 2k, ale oglądając wystawy w sklepach doszedłem do wniosku, że lepiej kupić coś crt za 500 zł i 1,5k wydać na coś, co naprawdę mi się przyda. Bo:

  • Nie mam siły się zastanawiać, czy ten telewizor na wystawie naprawdę aż tak obsysa, czy może ktoś specjalnie podłączył pod niego kabel antenowy, żeby przy sąsiadującym full-hiper-hd-ready-sready-hdmi-digital wyglądał chujowo!
  • Nie mam siły zastanawiać się, czy te telewizory na górze mają takie zjebane kąty w pionie, czy po prostu jakiś cwaniak postawił je tak wysoko, żeby obraz tych poniżej (za 2-3 tysie więcej) prezentował się lepiej.
  • Miliard innych powodów, które postaram się opisać niedługo, bo mnie szlag jasny trafia!

Co się dzieje z telewizorami do kurwy nędzy!!! To już nie można zrobić dobrego telewizora?! Co za zajebista technologia!

O konstytucji.

13 grudnia 2008, 22:46:47

Konstytucja nasza zredagowana jest w ten sposób, że wszystkie trzy sprężyny główne państwa nie mogą działać harmonijnie, a muszą stale być ze sobą w sporze. Zamiast wyznaczyć możliwie ściśle, co robi Prezydent, co robi rząd, a co robi sejm, zostawiono wszystko, w s z y s t k o w najliteralniejszym tego słowa znaczeniu - zarówno Prezydentowi, jak i rządowi, jak i sejmowi.

Niejasność ta tak rzuca się w oczy, że ten brak podziału pracy stwarza śmieszność dla pana Prezydenta, kłopoty bezpłodne dla pana szefa rządu i wieczne paskudztwo dla sejmu.

Jeżeli więc chodzi o naprawy Konstytucji, to uderzyć należy nie gdzie indzie, jak w wyszukanie klucza podziału pracy tak, aby ustawiczne wzajemne następowanie sobie na nogi nie miało miejsca, tak, aby każda z tych sprężyn mogła swobodnie działać w powierzonej jej dziedzinie.

Józef Piłsudski

Przepis na pizzę

09 grudnia 2008, 17:43:16

Nie jestem pierwszą osobą, która na joggerze postanowiła się podzielić swoimi przepisami, a ponieważ od prawie roku jestem zapalonym kucharzem (co przypadkowo zbiegło się z tym, że od roku mieszkam sam), więc mam już pewne doświadczenia, którymi warto by się podzilić. :)

Pizza jaka jest każdy widzi. Są pizze na cienkim cieście, na grubym, są calzone, jest pizza fritta (smażona), jest pizza hut. Tak więc możecie sobie wybrać, co chcecie zjeść. Mój przepis nadaje się tak samo na pizzę na grubym cieście, jak i na cienkim, jak również na calozone. Na pizza fritta zresztą też, ale nie chce mi się opisywać co trzeba z nim dalej zrobić, aby zjadliwą frittę otrzymać. :P

Od razu mówię, że pizzy takiej jak w pizza hut, czy innej sieciowej pizzeri nie zrobicie domowymi sposobami, choćbyście się skichali, bo po pierwsze - mało kto ma piec opalany węglem, a po drugie - mało kto ma dostęp do przemysłowych środków spulchniających i innych ciekawych dodatków do ciasta. Otóż w domowym pierkaniku możecie zrobić gorąc do mniej więcej 250-300 stopni celsjusza, podczas gdy piece drewne i węglowe grzeją się do 450-500 stopni i tam wkłada się pizzę na jakieś 2-5 minut (cienkie ciasto). Nie bez znaczenie jest też fakt, że w takich piecach układa się specjalne płyty, które zupełnie inaczej oddają ciepło i pizza tak bardzo nie wysycha.

Co będzie nam potrzebne?

Po pierwsze do ciasta będziemy potrzebowali:

  • mąkę (w wersji luksusowej możemy mąkę pszenną wymieszać z krupczatką, albo - to już naprawdę ekstrawagancja - kupić na allegro, albo w dobrych delikatesach mąkę typu '00')
  • wodę
  • drożdże (1 paczka suszonych, albo żywych)
  • sól
  • oliwa/olej

Do sosu w wersji luksusowej:

  • bazylię (tak z pół doniczki)
  • suszone oregano
  • pomidory w puszce (tzw. pomidory pellati) (about jedna-dwie puszki)
  • czosnek
  • oliwa

Zaś do wersji oszczędnej (u mnie bywa najczęściej)

  • koncentrat pomidorowy (najlepiej kupić jeden w kartoniku i jeden w małej puszce)
  • zioła prowansalskie suszone
  • woda
  • olej

No i dodatki - jakie kto lubi. Ja zwykle jadam takie kombinacje:

  • miks wszystkiego co mam, a więc szynka/kiełbasa pepperoni, papryki, kukurydza, cebula (duuużo! :)), pieczarki, oliwki
  • cebula, tuńczyk, pieczarki, oliwki
  • szynka, pieczarki (oliwki?) :)

A więc do dzieła. Mój przepis na ciasto jest jednym z najzwyklejszych i w sumie ciężko tutaj coś nowego wymyślić, ale i tak spędziłem wiele godzin łażąc po sieci i szukając różnych "myków", a także ugniatając ciasto i eksperymentując z proporcjami. I właśnie co do proporcji pierwsze ostrzeżenie. Nie trzymaj się ich za wszelką cenę. Metoda na oko zawodzi tylko w pierwszej setce prób. ;p

CIASTO

Pierwsze co robię - robiąc pizzę to - biorę garnek i wsypuję mąkę. Wychodzi tak około ćwierć opakowania (czyli ~ćwierć kilo). Soli sypię ze trzy szczypty i mieszam to widelcem. Jeśli ktoś ma ochotę może wsypać z pół opakowania (ew. mniej :)) ziół prowansalskich do ciasta (otrzymamy wtedy ciasto ziołowe) ale to już według uznania. Ostawiam garnek i biorę się za drożdże. Jeśli mam drożdże suszone (polecam - coraz częściej można dostać w normalnych sklepach) to po prostu je wrzucam do garnka i przechodzę dalej. Natomiast żywe drożdże wymagają trochę innego postępowania. Kruszę mniej więcej jedną piątą ich zwykłego opakowania (takiego za 80 groszy) do szklanki z ciepłą wodą, dodaję dwie/trzy szczypty mąki i łyżeczkę cukru i mieszam, po czym odstawiam to na jakieś dziesięć minut (jeśli mi się nie spieszy to na więcej - nawet do pół godziny, ale zwykle gotuję na głodnego i nie bawię się w takie akcje). Następnie wlewam drożdżowy koktajl do garnka z mąką i solą. Do tego wszystkiego wlewam chlust oleju/oliwy (tak mniej więcej łyżkę) i wstawiam garnek pod kran z ciepłą wodą powoli dolewając jeszcze z pół szklanki wody.

Mieszam ciasto widelcem i teraz są możliwe dwa scenariusze - albo ciasto wyjdzie strasznie suche (poznaje się to po tym, że mąka jest sucha, a ciasto się nie chce zbić mniej więcej jedną kulkę :)), albo półpłynne. Jeśli wyszło suche to dolewamy odrobinę wody i znów mieszamy widelcem. Jeśli zbyt wilgotne dosypujemy mąki.

Bardzo możliwe, że w tym momencie coś się spieprzy, bo to chyba jedyny punkt w którym można coś namieszać. Tym niemniej nie ma co się martwić - zawsze można to naprawić - nawadniając, albo mącząc. :)

Ciasto zwidelcowane wyrzucam na blat/stolnicę/deskę, na którego/którą wysypałem wcześniej mąkę. (Taki śnieg zrobiłem z mąki, a nie zaspy rzecz jasna :))

Ugniatam.

To jest akurat moment, który najciężej opisać. Powiem może o co chodzi. Otóż w ugniataniu ciasta waże są dwie rzeczy - aby mąką połączyła z wodą i aby do ciasta dostało się jak najwięcej powietrza, którego potrzebują nasze malutkie drożde do życia. Bez powietrza drożdze nie będą puszczać bąków z co2 i ciasto nie będzie miało potencjału :)

Ponieważ ciasta już nie mam nagrałem filmik na którym ugniatam moją koszulkę. Mam nadzieję, że choć trochę rozjaśni on sprawę :P

Jak widać staram się jakby wgnieść "ciasto" w blat, rozsmarować je, potem podnieść, zawinąć, aby dostało się do niego powietrze i powtarzam całą czynność. Wybaczcie słabą pracę kamery. W każdym razie w razie kłopotów piszcie w komentarzach. :)

Ja używam jeszcze jednego magicznego trikulca. Mianowicie jeśli ciasto za bardzo się lepi nalewam sobie odrobinę oleju na rękę i wcieram olej w ciasto. Ugniatam przez chwilę i jak znów zaczyna się lepić podsypuję mąką.

Ciasto jest dobre, kiedy praktycznie nie lepi się do rąk. Wtedy przekładam je do wysypanej mąką miski i kładę na kaloryferze. Przykrywam szmatką (najlepiej wilgotną) i czekam. Ciasto wyrośnie właściwie mniej więcej po godzinie takiego leżenia, ale z własnego doświadczenia wiem, że piętnaście minut to też niezły czas :P

SOS

Dobra - ciasto mamy gotowe, tzn. leży sobie grzecznie na kaloryferze. Teraz sos. Zacznę może od wersji ekonomicznej. Na patelnię wlewam poł kartoniku płynnego koncentratu i dodaję cały mini słoiczek zwykłego. Solimy. Dolewam trochę oleju (tak z łyżkę, dwie) sypię zioła i podgrzewam przez jakieś pięć minut, tak, aby składniki się połączyły. Jeśli jest za gęsty - dodaję wody - jeśli zbyt płynny po prostu pogrzewam go tak długo, aż nadmiar wody wyparuje.

Wersja bogata - to po prostu typowy sos pomidorowy, taki jaki robi Jamie Oliver, czy każdy inny znany, szanujący się i szanowany kucharz :)

Czosnek obieramy, siekamy i smażymy na oliwie. Gdy zacznie się rumienić wrzucamy liście bazylii na patelnię i zalewamy to pomidorami. Teraz możemy pougniatać widelcem pomidory do konsystencji pulpy :P Gotujemy jakieś dwadzieścia minut i pod koniec dodajemy suszone oregano. Taki sos możemy albo przetrzeć przez sito, albo - jeśli lubimy słodki, mięciutki czosnek - wrzucić prosto na pizzę. Ja robię raz tak, a raz tak. :)

Aha! Solimy i pieprzymy do woli i do smaku, ale tak raczej bliżej końca gotowania.

Dobra - kupę już zrobiliśmy, ale kupa została jeszcze do zrobienia!

Ciasto - cieplutkie po wizycie na kaloryferze kładziemy na deskę/blat posypany mąką. Niektórzy radzą aby je jeszcze raz wyrobić - ja nie praktykuję takich rzeczy. Wyciągam z nagrzanego na maksa piekarnika blachę (ważne!) i stawiam na kuchence. Ciasto profesjonalnie rozpłaszczam rękami, ale można użyć do tego również wałka. Od tego jak bardzo rozwałkujecie ciasto zależy, czy dostaniecie gruby, czy cienki spód. Jeśli zrobicie z ciasta naleśnik to raczej nic z tego nie wyrośnie, bo całe wklepane powietrze zostanie rozwalcowane. Wtedy mówimy o pizzy na cienkim cieście. Jeśli ciasto będzie miało z pół centymetra i więcej prawdopodobnie urośnie :)

Rozpłaszczone ciasto układam na gorącej blasze i wlewam sos równo na całą powierzchnię. Zakładam, że przygotowaliście sobie wszystkie dodatki? :) Jeśli nie to macie na to jakieś dwie minuty. Układam starty ser i cokolwiek na co mam ochotę i co akurat siedzi mi w lodówce.

Polecam wędzoną mozzarellę - nie polecam zwykłej, chyba, że wcześniej ją dokładnie odsączycie. Szynka im bardziej tłusta tym lepsza - zbyt chude wędliny szybko schną w wysokiej temperaturze. Kiełbasa pepperoni też się nadaje.

Wrzucam blachę z pizzą do nagrzanego piekarnika (polecam osłonę na ręce!) na najwyższy poziom (ciepłe powietrze idzie do góry - zawsze to kilkanaście stopni więcej) i piekę aż będzie miała zapieczony ser i złote boczki :P

Pozdrawiam i smacznego :P

Aha! Pewnie popełniłem mnóstwo błędów pisząc ten tekst. Jeśli coś stanie się w związku z tym niezrozumiałe - zapraszam do komentowania :)

Natomiast piosenkę dodałem, aby się miło czytało. :)